Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

Cichy szaleniec. by *Moriano:iconMoriano:



Cichy szaleniec.

Kiedy spotkał go po raz pierwszy wyglądał niewinnie i całkowicie niegroźnie. Leżał na kanapie i spał. Blada cera, długie czarne rzęsy i włosy tegoż samego koloru spływały mu na ramiona i plecy. Gdy się w niego tak wpatrywał, zastanawiał się czy to na pewno chłopak i czy Peinowi się coś przez przypadek nie pomyliło. Na dodatek to był jeszcze... dzieciak. Akatsuki nie było żadnym fan klubem ani stowarzyszeniem głoszącym o pokoju i miłości na świecie. Tu nie było miejsca na słabości i jakąkolwiek zabawę. To była organizacja chcąca zawładnąć światem, której członkami zostali najniebezpieczniejsi i najbardziej poszukiwani przestępcy. W tym miejscu wszyscy stawali codziennie twarzą w twarz ze Śmiercią i ci najlepsi mówili jej: „Wypchaj się, tym razem mnie nie dostaniesz. Spróbuj za rok”.
W takim razie, co robił tutaj ten dzieciak? Zbyt delikatny, zbyt kruchy, przecież rozsypie się, gdy tylko się go dotknie, to widać od razu...
Jednak, gdy chłopak otworzył powoli powieki – najwidoczniej zbudzony czyjąś nachalną obecnością – podniósł na niego swój wzrok i wbił spojrzenie pary onyksowych oczu w niebieską twarz, wiedział już, że jest specjalny. Że jest inny.
– Kisame – powiedział Lider – to twój nowy partner, Uchiha Itachi.

Hoshigaki bardzo szybko utwierdził się w przekonaniu o wyjątkowości chłopaka. Był niezwykle opanowany i spokojny, chłodny, małomówny, na swój sposób bezczelny i jednocześnie bardzo kulturalny. Kiedy był zły, jego wzrok niemalże zabijał. No i był geniuszem. Z klanu Uchiha, na dodatek. Kisame nigdy wcześniej nie spotkał kogoś tak młodego o tak wielkiej wiedzy i talencie. Poruszał się płynnie, z gracją i wdziękiem i zastraszająco szybko. Czasami miało się wrażenie, że ogląda się po prostu tańczący cień.
Hoshigaki odkrył, że to, co ludzie mówią o prawdziwych geniuszach to prawda – wcześniej czy później stają się szaleńcami. W przypadku Itachiego stało się to jednak niesamowicie wcześnie. Chyba nigdy nie zapomni widoku chłopaka, gdy zabijał na jego oczach podczas ich pierwszej wspólnej misji. Z idealną precyzją uderzał wroga w witalne punkty, perfekcyjnie odbijał wszelkie ataki, nie został ani razu trafiony. Jego twarz przy tym pozostawała całkowicie obojętna, z lekkim cieniem znużenia. Kiedy wbił kunai prosto w tętnicę szyjną jednego ze swoich przeciwników, patrzył mu prosto w oczy i nie przejmował się krwią, która pokryła większą część jego twarzy. Potem po prostu schował broń, wytarł posokę rękawem, odwrócił się tyłem do całego pobojowiska i powiedział spokojnym głosem, jak gdyby nigdy nic nie zaszło:
– Idziemy, Kisame. Muszę wziąć kąpiel.
Od tamtego momentu jakoś tak odruchowo zaczął do niego mówić „Itachi-san”, a młodemu shinobi chyba to nie przeszkadzało i po prostu przyjął do wiadomości, że tak jest.
Cichy szaleniec.

Wbrew temu, co przewidywał, pracowało mu się z Itachim nadzwyczaj dobrze, zwłaszcza po dłuższym czasie ich znajomości. Nie dochodziło między nimi do sporów, a nawet jeśli, to były one raczej „spojrzeniowe”. Po prostu patrzyli się na siebie kilka chwil, co zastępowało godziny kłótni, i każdy z nich już wiedział, o co chodziło drugiemu, po czym zapominali o sprawie. To było dziwne, ale wolał takie kłótnie niż wrzaski Hidana i Deidary, które każdego przyprawiały o ból głowy. No, może poza Sasorim, to w końcu kukła.
Potem wytworzyła się między nimi Więź. Umieli odczytywać swoje nastroje bez problemów, więc gdy któryś z nich był w podłym humorze, drugi usuwał się z drogi. I niespotykanym trafem zawsze wpadali na siebie na korytarzu wtedy, gdy wszystko się uspokoiło. A potem szli do kuchni na czarkę dobrej herbaty. I milczeli. Ale to milczenie zastępowało rozmowę. Siedzieli i wiedzieli, co myśli ich partner, co okazało się być niezwykle przydatne podczas walki. Często, podczas tych trudniejszych misji, przywierali do siebie plecami, wymieniali błyskawiczne spojrzenia i już wszystko było wiadome – kogo ma zabić Itachi, kogo Kisame i gdzie potem mają się udać.
Można nawet powiedzieć, że z biegiem czasu stali się bliskimi przyjaciółmi. Często do siebie przychodzili, siadali razem na łóżku i opierali się albo o siebie, albo o ścianę, rozmawiając bez słów. Jeśli jednak takowe padały, było ich niewiele.
Kisame cenił w Itachim to, że nie obchodził go jego wygląd, bo przecież – powiedzmy to sobie szczerze – nie był przystojny; nawet nie był ładny. Ludzie się go bali lub raczej czuli się zniesmaczeni. Uchiha zaś widział w nim nie potwora, człowieka-rekina, a świetnego wojownika, dobrego kompana i kogoś, z kim może posiedzieć w bezsenne noce. Takie noce zdarzały się u nich często, miewali je zarówno Itachi, jak i Kisame. Przebywali wtedy razem, stykając się ramionami i patrząc przed siebie, od czasu do czasu rozmawiając o mniej istotnych sprawach. Czasami Itachiemu udało się zasnąć, opuszczał głowę na ramię Hoshigakiego i budził się dopiero rano, w tej samej pozycji, przykryty kocem.
Niewiadomo kiedy stali się parą. Podczas jednej z tych bezsennych nocy Itachi po prostu pocałował Kisame w usta i przylgnął do niego, nie pozwalając odejść. Objął ramionami szyję, pogłębił pocałunek i wszystko potoczyło się dalej samo. Bo  przecież nawet tacy kryminaliści i zbrodniarze jak oni potrzebowali ciepła drugiego ciała, to wszak tylko ludzie.
Ten ich dziwny związek, pełen tajemniczości, niewypowiedzianych słów i ukrywanych uczuć trwał do końca; do momentu, w którym Uchiha Itachi umarł. Hoshigaki udawał, że go to nie interesuje, że jest mu to obojętne, ale w głębi było mu cholernie smutno i dziwnie pusto. Przywiązał się do tego dzieciaka, spędził z nim  w końcu tyle lat, mógł nawet powiedzieć – ale tylko i wyłącznie sobie, w duchu – że go kochał. I będzie mu go brakować, będzie go pamiętać.
Jakie to śmieszne, myślał. Dziecko umarło wcześniej niż starzec.
Ale jak widać, tak właśnie być musiało.
Zawsze będzie widzieć twarz niewinnego dziecka o chaotycznym umyśle, gdy zamknie oczy. Z tymi pięknymi, czarnymi włosami...
Cichy szaleniec. Oto, kim był Itachi Uchiha.

Owari.
©2008-2009 *Moriano
:iconmoriano:

Author's Comments

dla pewnej upierdliwej istotki :iconaanaarchiaa:, która molestowała mnie o to coś już od bardzo dawna. i pewnie będzie dalej molestować, prawda?
w każdym bądź razie - shonen-ai. nie czytaj, jeśli nie lubisz. para: KisaIta.

...

nadal nie wierzę, że to napisałam.
cóż, enjoy.

Comments


love 1 1 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconaanaarchiaa:
Maaah, moooje! Cuuudne!
Nie wiadomo. Tyle. Popraw

--
Lies are always lies. But sometimes truth is a lie too.
Dead boys never say "no".
:iconmoriano:
proszę. poprawiłam.

--
sorry for my gramma mistakes, I'm Pole!
D18 and XS are LOVE~! :heart:
a Vincent z Pandory jest typowym bohaterem romantycznym :XD:
:iconaanaarchiaa:
No!*smile*

--
Lies are always lies. But sometimes truth is a lie too.
Dead boys never say "no".
:iconeuphoriaxd:
Nie lubię Kisame. Zawsze brutalnie go pomijam. Może to dlatego, że widzę w tym wszystkim coś chlernie prywatnego i prawdziwego. To dziwne bycie takim Itachim jak ja w tym przypadku ispędzanie czasu z towarzyszem Kisame (cholerne yuri). no ale mniej rozmyślań a więcej konkretów.
Szkoda, że nie napisałaś więcej na temat ego pocałunku, bo ja nie wiem czy to przeszło w coś więcej czy tylko na tym się zakończyło. I musze otwarcie przyznać, ze masz talent do pisania.
Pisujesz czasami ItaDei? :3

--
'we all want to fuck ourselves and rape the world' ♥
:iconmoriano:
powiem, że doszło do czegoś więcej. niestety, nie jestem na tyle odważna, by pisać sceny erotyczne, więc... zostawiam to wyobraźni Czytelnika. co on z tym zrobi, to już jego sprawa ^^' ale kiedyś mam zamiar się przełamać.
i dziękuję, że uważasz, iż mam talent - to wiele dla mnie znaczy. co do ItaDei... zaczęłam jedno, ale moim zwyczajem zacięłam się i jakoś nie mogę ruszyć dalej. może kiedyś skończę, może nie... czasy, kiedy lubiłam Naruto minęły, więc może być ciężko, ale niczego nie przekreślam :)

--
sorry for my gramma mistakes, I'm Pole!
D18 and XS are LOVE~! :heart:
a Vincent z Pandory jest typowym bohaterem romantycznym :XD:
:iconeuphoriaxd:
w moim przypadku od Naruto sie zaczęło. Jest tyle wspaniałych anime a człowiekowi przybywa pomysłów.
Ja też mam problem z przełamaniem się, ale któregoś dnia zaszeleje... xD

--
'we all want to fuck ourselves and rape the world' ♥
:iconmoriano:
kciuki w takim razie trzymam! żebyś się przełamała! :) może i mnie się kiedyś, KIEDYŚ, uda...
manię na Naruciaka miałam długo, ale stwierdziłam po trzydziestym siósmym epie Shippuudena i trzysta dziewięćdziesiątym-którymś-tam chapie mangi, że szkoda mi na to czasu, bo to zaczyna się robić nudne i denne, takie przewidywalne... na dodatek Kishimoto zabija wszystkich najfajniejszych, foch.
i pomyśleć, że na konwentach zajmowałam kiedyś pierwsze albo drugie miejsca w konkursach wiedzy o Naruciaku... nyah xD
a tak w ogóle, to fajny avek masz ^^ nyaaa... Hikaru... Kaoru... =^^=

--
sorry for my gramma mistakes, I'm Pole!
D18 and XS are LOVE~! :heart:
a Vincent z Pandory jest typowym bohaterem romantycznym :XD:
:iconeuphoriaxd:
dziękuję, Twój też mi się podoba, chociaż przypomina mi Tyki'ego którym rzecz jasna pewnie nie jest, jest śliczny.
A no spróbuje się przełamać :3
Nawet nie obejrzałam śmierci Hidana :3

--
'we all want to fuck ourselves and rape the world' ♥
:iconmoriano:
o ile to można nazwać śmiercią xD ja też nie oglądałam, ale czytałam :) a kto to ten Tyki?

--
sorry for my gramma mistakes, I'm Pole!
D18 and XS are LOVE~! :heart:
a Vincent z Pandory jest typowym bohaterem romantycznym :XD:

Details

August 28, 2008
8.0 KB

Statistics

10
2 [who?]
204 (0 today)
7 (0 today)

Site Map